82016Lis
Pierwszy wyjazd za mną – kolejna relacja z wyjazdu naszej opiekunki

Pierwszy wyjazd za mną – kolejna relacja z wyjazdu naszej opiekunki

Decyzję o rozpoczęciu wyjazdów jako Opiekunka osób starszych w Niemczech podjęłam będąc na życiowym rozdrożu. To był trudny dla mnie okres – pracowałam na dwa etaty, byłam świeżo po rozwodzie. Wiedziałam, że jestem w martwym punkcie i potrzebuję radykalnej zmiany.

Bohaterka nr 2 – Pani Jolanta

O możliwości wyjazdów do Niemiec dowiedziałam się od koleżanki z pracy – także pielęgniarki. Pomyślałam, że niewiele mam do stracenia, dzieci małe już nie są, to jest dobry moment, by zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Pojechałam do firmy LAXO i zapisałam się na kurs językowy, by odświeżyć wiedzę ze szkoły średniej. Poszło – o dziwo! – dość sprawnie. Sama się zaskoczyłam, że słowo po słowie pojawiają się w mojej głowie. Po kilku tygodniach zaczęłam układać proste zdania i nawet jeśli kosztowało mnie sporo pracy i poświęcenia – opłacało się.

Gdy przedstawiono mi w LAXO ofertę pracy, poczułam, że muszę spróbować. Oczywiście ziarnko niepewności zakiełkowało, ale wiedziałam, że to jest ten czas, ten moment. Zwolniłam się z dwóch prac, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, wycałowałam dzieci, pomachałam siostrze na pożegnanie, siedząc już wygodnie w autokarze i… w drogę!

Podróż minęła szybko, na szczęście. Już nie mogłam się doczekać aż dotrę na miejsce. W głowie miałam tysiąc scenariuszy. Wyobrażałam sobie Seniorkę, którą mam się opiekować, jej rodzinę, dom, ogród… Z dworca odebrał mnie syn Seniorki. Żeby łatwiej się było odnaleźć, całą tylną szybę samochodu miał wyklejoną wydrukiem mojego zdjęcia. Pomysłowość na 6+, trzeba przyznać!

Gdy dojechaliśmy na miejsce, poznałam Panią Reginę. Oczywiście całonocna podróż dała się trochę we znaki, ale emocje ciągle we mnie buzowały i zamieniały się w pozytywną energię. Pani Regina przyjęła mnie ciepło, a nawet (czego się nie spodziewałam, sugerując się opiniami o niemieckim dystansie) delikatnie przytuliła. Była szczupłą, zadbaną kobietą. Poruszała się przy balkoniku, dlatego asystowanie jej podczas poruszania się wymagało ode mnie wiele cierpliwości. Dla mnie nie było to jednak nic nowego, więc nie przerażało mnie to. Co innego te wszystkie dziwne urządzenia! Rolety, krajalnica do chleba – niby takie jak u nas, ale obsługa wydawała się nie do ogarnięcia. Nie mówiąc już o suszarce do ubrań! Jej wynalazca powinien dostać Nobla, moim zdaniem! Koniec z wyciąganiem prania, rozkładaniem, suszeniem, ściąganiem… I tak to, co na początku wprawiało w osłupienie, po kilku dniach stało się ułatwieniem i błogosławieństwem.

Pani Regina z dnia na dzień przyzwyczajała się do mnie. Bywała oczywiście nieznośna, jak to starsze, schorowane panie, ale generalnie czas mijał nam miło i szybko na codziennych obowiązkach i pracach. Wstawałyśmy ok. 7, Pani Regina się myła i ubierała, ja przygotowywałam śniadanie. Czas do obiadu zlatywał jak w okamgnieniu, ja skupiałam się na podstawowych pracach domowych, Seniorka z uporem maniaka rozwiązywała krzyżówki. Po obiedzie „starsza pani” ucinała sobie drzemkę, a ja miałam czas wolny, który spędzałam głównie na spacerach czy wyszukiwaniu odzieżowych okazji. Po południu standardowa kawa, odwiedziny syna i oglądanie seriali, których normalnie nie cierpię. Okazały się one jednak znakomitym bodźcem do nauki języka niemieckiego. Gdy tylko czegoś nie rozumiałam, Seniorka zapisywała mi wyraz na kartce, później ja go szukałam w słowniku i powtarzałam tak długo, aż zapamiętałam. I codziennie była powtórka wykutych już słówek oczywiście! Seniorka podchodziła do mnie i mojego uczenia się z anielską cierpliwością (tak anielską, z jaką ja do jej powolnego poruszania się 🙂 ), za co do dzisiaj jestem jej wdzięczna. Jej rodzina też chwaliła zauważalne efekty. Byłam z siebie naprawdę dumna.

Może trudno w to uwierzyć, ale trzy miesiące, które spędziłam u mojej pierwszej Podopiecznej zleciały mi tak szybko, że nawet chciałam przedłużyć swój pobyt o kolejny miesiąc. Jedynym kontrargumentem była tęsknota za dziećmi. Wróciłam do nich jednak pełna radości, satysfakcji i spełnienia. Ten wyjazd natomiast zapoczątkował moją „karierę” w branży opiekuńczej, która trwa już pięć lat. I z pewnością będzie trwała przynajmniej drugie tyle!